Chwila wspomnień, choć żyję w przeszłości. To ciekawostką jest, że jako człowiek wciąż mam zaległości z teraźniejszym stanem. Ciągle rozpamiętuję to co było kiedyś, na chwili obecnej skupiam się tak rzadko, nie przywiązuję do niej należytej wagi. O przyszłości nawet nie ma co mówić.
Jestem tchórzem, partaczem, leniem. Boję się? Możliwe, że i to. Umiem wyciągnąć z rękawa uśmiech numer 72, wystawić w jej kierunku dłoń, w dłoni znajduje się kartka z wierszem, ona mnie nie zna, ja jej nie znam. Mówię cześć, daję jej kartkę i odchodzę. Udało mi się zdobyć na tę odwagę jedynie raz, czemu brakuje na drugi?
Ta pierwsza chyba nie chciała mnie odnaleźć.
Zawsze pozostawiam swój podpis pod wierszem w formie materialnej. Zawsze jest ślad po którym można mnie znaleźć. Czy nie byłem wystarczająco intrygujący? Nie wiem, nieważne. Chcę jeszcze raz się odważyć, a potem kolejny. Przełamać strach, któremu towarzyszy jakaś fobia przed odrzuceniem nawet próby przekazania. Odważę się, umiem to zrobić. To tylko kwestia siły. Psychika jest silna, lecz i pełna obaw. W końcu to tylko ja..
Mam to do siebie, że nie potrafię w kobiecie wzbudzić pożądania. Jestem jakimś mdłym, papkowatym, bezsmakowym daniem, pośród miliona arcydzieł kuchni. Jestem szary, zwykły, ja.
Chcę to wyrzucić z siebie.
Tak rzadko mam okazję powiedzieć komuś, że mi na nim zależy (wiadomo, że chodzi tu zdecydowanie o kobiety, ale uściślam). Jednak w zdecydowanej większości jest to jednostronny układ. Cholera.
Czemu bycie sobą jest związane z permanentnym brakiem kogoś obok? Jedyne osoby, które mnie tolerują, poznałem chyba tutaj (może ze dwie czy trzy osoby poza blogiem a w sieci zarazem).
Co więcej, 95% tych osób nie widziała mnie w życiu na oczy, czy to nie dlatego jeszcze są przy mnie?
Mam taką świadomość, że zawsze kiedy ktoś już widzi mnie naprawdę, to się mocno rozczarowuje. To tak jak spodziewać się, że dostanie się na urodziny Action Man'a, a dostać kolejny sweter od babci. Niby fajnie, ale sweter gryzie, ma brzydkie kolory i niemodny wzorek.
Uwalniam luźne myśli, więc wątpię, by ktoś się połapał w dygresji skaczącej po dygresji na planecie Dygresją zwanej.
Asia, nie powiem chyba. Jedyna osoba, która jest.. Jest kiedy naprawdę potrzebuję kogoś obok. Wiem, że nie zawsze może, ale stara się, jeśli nie może się spotkać, potem sama proponuje spotkanie. Mogę z nią mówić o wszystkim. "Wojtuś, znów jest coś nie tak, widzę to." W głębi siebie uśmiecham się wtedy promiennie jak słońce w zenicie. Jest ta osoba, która widzi mnie jak na dłoni. Moja przyjaciółka. I to nie jest na takiej zasadzie, jaka mnie boli przez całe życie, czyli traktowanie mnie jak (powiem kolokwialnie) "przyjaciółki z fiutem", tylko czysta relacja przyjacielska.
Przyjaźń. To słowo gówno znaczy w 90% przypadków, w których tego słowa używamy (nie ważne w jakiej odmianie i formie).
Myślę. Ja myślę o ludziach, którzy dla mnie coś znaczą..
Myślę o tym co robi teraz Hania, Ola. Co robi Justyna, która ostatnio stara się mnie jakoś podtrzymać na duchu. Co robi Kamila, Magda. Jak się ma Robert i Przemek.
Te imiona nic Wam nie mówią. Dla mnie to cholernie ważni ludzie. Chciałbym być teraz wulgarny, aczkolwiek nie będę łamał konwencji tego co prowadzę.
Ludzie, którzy naprawdę w moim odczuciu są częścią mnie. Czemu jednak w konfrontacji tak rzadko czuję coś płynącego w moim kierunku?
Czuję w sercu radość i pustkę. Nie wiem jak nazwać stan w którym się znajduję, choć doskonale potrafię opisać co czuję. Przelewam słowa przez klawiaturę na formę wirtualną. Bardzo modalną i nie pozbawioną odpowiednich środków przekazu.
Słowo to coś czym mogę zawsze się posłużyć. Słowo jest jak miecz obosieczny, można nim trafić siebie równie skutecznie, jak uderza się wroga.
Moim wrogiem jest chaos i życie. Tak jak od ponad 2 lat prowadzenia mojego bloga niezmiennie tkwią te dwa słowa w nazwie. "Chaos & Life"
Welcome to my messed up world.
Jestem tchórzem, partaczem, leniem. Boję się? Możliwe, że i to. Umiem wyciągnąć z rękawa uśmiech numer 72, wystawić w jej kierunku dłoń, w dłoni znajduje się kartka z wierszem, ona mnie nie zna, ja jej nie znam. Mówię cześć, daję jej kartkę i odchodzę. Udało mi się zdobyć na tę odwagę jedynie raz, czemu brakuje na drugi?
Ta pierwsza chyba nie chciała mnie odnaleźć.
Zawsze pozostawiam swój podpis pod wierszem w formie materialnej. Zawsze jest ślad po którym można mnie znaleźć. Czy nie byłem wystarczająco intrygujący? Nie wiem, nieważne. Chcę jeszcze raz się odważyć, a potem kolejny. Przełamać strach, któremu towarzyszy jakaś fobia przed odrzuceniem nawet próby przekazania. Odważę się, umiem to zrobić. To tylko kwestia siły. Psychika jest silna, lecz i pełna obaw. W końcu to tylko ja..
Mam to do siebie, że nie potrafię w kobiecie wzbudzić pożądania. Jestem jakimś mdłym, papkowatym, bezsmakowym daniem, pośród miliona arcydzieł kuchni. Jestem szary, zwykły, ja.
Chcę to wyrzucić z siebie.
Tak rzadko mam okazję powiedzieć komuś, że mi na nim zależy (wiadomo, że chodzi tu zdecydowanie o kobiety, ale uściślam). Jednak w zdecydowanej większości jest to jednostronny układ. Cholera.
Czemu bycie sobą jest związane z permanentnym brakiem kogoś obok? Jedyne osoby, które mnie tolerują, poznałem chyba tutaj (może ze dwie czy trzy osoby poza blogiem a w sieci zarazem).
Co więcej, 95% tych osób nie widziała mnie w życiu na oczy, czy to nie dlatego jeszcze są przy mnie?
Mam taką świadomość, że zawsze kiedy ktoś już widzi mnie naprawdę, to się mocno rozczarowuje. To tak jak spodziewać się, że dostanie się na urodziny Action Man'a, a dostać kolejny sweter od babci. Niby fajnie, ale sweter gryzie, ma brzydkie kolory i niemodny wzorek.
Uwalniam luźne myśli, więc wątpię, by ktoś się połapał w dygresji skaczącej po dygresji na planecie Dygresją zwanej.
Asia, nie powiem chyba. Jedyna osoba, która jest.. Jest kiedy naprawdę potrzebuję kogoś obok. Wiem, że nie zawsze może, ale stara się, jeśli nie może się spotkać, potem sama proponuje spotkanie. Mogę z nią mówić o wszystkim. "Wojtuś, znów jest coś nie tak, widzę to." W głębi siebie uśmiecham się wtedy promiennie jak słońce w zenicie. Jest ta osoba, która widzi mnie jak na dłoni. Moja przyjaciółka. I to nie jest na takiej zasadzie, jaka mnie boli przez całe życie, czyli traktowanie mnie jak (powiem kolokwialnie) "przyjaciółki z fiutem", tylko czysta relacja przyjacielska.
Przyjaźń. To słowo gówno znaczy w 90% przypadków, w których tego słowa używamy (nie ważne w jakiej odmianie i formie).
Myślę. Ja myślę o ludziach, którzy dla mnie coś znaczą..
Myślę o tym co robi teraz Hania, Ola. Co robi Justyna, która ostatnio stara się mnie jakoś podtrzymać na duchu. Co robi Kamila, Magda. Jak się ma Robert i Przemek.
Te imiona nic Wam nie mówią. Dla mnie to cholernie ważni ludzie. Chciałbym być teraz wulgarny, aczkolwiek nie będę łamał konwencji tego co prowadzę.
Ludzie, którzy naprawdę w moim odczuciu są częścią mnie. Czemu jednak w konfrontacji tak rzadko czuję coś płynącego w moim kierunku?
Czuję w sercu radość i pustkę. Nie wiem jak nazwać stan w którym się znajduję, choć doskonale potrafię opisać co czuję. Przelewam słowa przez klawiaturę na formę wirtualną. Bardzo modalną i nie pozbawioną odpowiednich środków przekazu.
Słowo to coś czym mogę zawsze się posłużyć. Słowo jest jak miecz obosieczny, można nim trafić siebie równie skutecznie, jak uderza się wroga.
Moim wrogiem jest chaos i życie. Tak jak od ponad 2 lat prowadzenia mojego bloga niezmiennie tkwią te dwa słowa w nazwie. "Chaos & Life"
Welcome to my messed up world.






-
Kuriozalna.:
-
Kuriozalna.:
-
Kuriozalna.:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›